Spis piosenek

wg tytułu

wg incipitu

wg roku powstania

Jan Krzysztof Kelus na Facebook

powrót na stronę główną /
tekst piosenki / akordy / komentarz autora / skomentuj

600 mil od nikąd

Jan Krzysztof Kelus

1974

Sześćset mil od nikąd
zaczęła się droga
Sześćset mil do nikąd
przyszedłeś na świat
i znowu jakiś dzień
tak jak stacja kolejowa
możesz wysiąść - możesz jechać dalej

Do ciebie mówię, Bracie
znużony tą droga
ty jedziesz jak pasażer
niewiele masz szans
by zdążyć tak jak Tołstoj
na stacyjkę Astopowo
minutę przed kurierem do nikąd...

Sześćset mil od nikąd
skąd wiesz gdzie twa droga
Sześćset mil od nikąd
wciąż jeszcze masz czas
by tak jak hrabia Tołstoj
szukać swego Astopowa
może tutaj - może trochę dalej...

do ciebie mówię bracie
łomoczą dni koła
jeżeli uśniesz w drodze
niewiele masz szans
blaszany brudny głośnik
po imieniu cię zawoła
zabierze cię pośpieszny do nikąd...

blaszany brudny głośnik
po imieniu cię zawoła
PRZESIADKA. POŚPIESZNY DO NIKĄD...

Akordy

d Sześćset mil od nikąd G zaczęła się droga d Sześćset mil do nikąd G przyszedłeś na świat g i znowu jakiś dzień d tak jak stacja kolejowa G d możesz wysiąść - możesz jechać dalej

Komentarz JKK

- "600 mil od nikąd" to piosenka o odchodzeniu, umieraniu?

- Niezupełnie. Nie jest zanadto czytelna... Najlepszy dowód, że zadałeś to pytanie. W zamyśle miała być czymś w rodzaju auto przypomnienia, by żyć uważnie. Spędzić ten swój czas tak, żeby życie nie minęło niezauważone.
Fascynowała mnie wówczas pierwsza książka Carlosa Castanedy, w której Don Juan - zielarz, czy raczej mag, z plemienia Yaqui - wykłada białemu człowiekowi swe indiańskie memnto mori. "Odwróć się szybko i spójrz za siebie - mówi. - Widziałeś znikający cień? To twoja śmierć. Zawsze idzie krok za tobą, towarzyszy ci na twych ścieżkach, w górach, na prerii. Pamiętaj: ona jest twoim najlepszym doradcą. Ilekroć masz wątpliwości, czy to co robisz, ma sens, obejrzyj się za siebie. Zobaczysz jej znikający cień. Pomoże ci to żyć tak, by nie marnować chwili, dni i lat".W książce było to lepiej powiedziane.

Następna fascynacja pochodziła z zupełnie innego rozdzielnika. (...) Otóż, wyobraź sobie, że Tołstojowi - przynajmniej w drugiej połowie życia - stale towarzyszyło poczucie, że żyje w kłamstwie. Jego apele o ubóstwo i ascezę nijak nie przystawały do korzystania z dóbr tego świata w Jasnej Polanie. (...) No i w końcu, czy raczej w ostatniej chwili, udało mu się to o czym marzył zapewne przez lata. Porzucił Jasną Polanę i ruszył przed siebie jak sanyasin - hinduski wędrowny asceta. Daleko zresztą nie zaszedł: Śmierć, pod postacią zapalenia płuc, dopadła go na maleńkiej stacyjce kolejowej Astopowo. Ale zdążył...

("Był raz dobry świat...")